Euro Week

 Na ten dzień, dzień wyjazdu na Euro Week,  czekaliśmy (ja i moi koledzy z klasy VI) z ogromną niecierpliwością.  Kto nie wie, czym  jest Euro Week, zaraz wytłumaczę. Jest to projekt  nauki języka angielskiego współfinansowany przez UE, realizowany w pięknych miejscowościach niedaleko Wrocławia, miedzy innymi w Międzygórzu i Długopolu. Prowadzą go wolontariusze z całego świata. Wszystkie zabawy i zajęcia są prowadzone w języku angielskim.

Na początku trochę trudno było mi wyobrazić sobie siebie  mówiącą tylko  po angielsku każdego dnia. Ale cóż, trzeba zmierzyć się ze swoim lękiem. Nie od razu Kraków zbudowali. Z tym pozytywnym nastawieniem i z nadzieją na niezapomniane przygody wyruszyliśmy 14 czerwca do Międzygórza.

Wyjechaliśmy rano autobusem z Pruchnika do Rzeszowa, a później z Rzeszowa Flixbusem  do Wrocławia. Podróż była długa i męcząca, ale staraliśmy się umilić ją grą w karty i rozmowami. Niestety nasza pani nie była zachwycona faktem, że tematów i energii do rozmów w autobusie, mimo uciążliwej podróży, nam nie brakowało. Czyżby było trochę głośno? Hmmm…. Przemilczmy to.

Na dworcu kolejowym we Wrocławiu, w oczekiwaniu na pociąg do Bystrzycy Kłodzkiej, spędziliśmy czas na uzupełnianiu zapasów i energii w dworcowych sklepikach i barach z przekąskami. Tylko nasze biedne panie nie poszalały zbytnio, bo musiały pilnować  bagaży zostawionych w poczekalni. Po godzinie wszyscy spotkaliśmy się przy naszych walizkach  i spacerkiem udaliśmy się na peron, z którego miał odjechać pociąg.

Czekaliśmy może z 10 minut, …kiedy na peron z piskiem, sapaniem i głośnym trzeszczeniem zajechał pociąg. Byliśmy w szoku! Szczerze mówiąc, to tak chyba wyobrażam sobie  lokomotywę opisywaną przez Juliana Tuwima. Wraz z dziesiątkami pasażerów oczekujących na peronie weszliśmy, a właściwie wtłoczyliśmy się  do pociągu. Niestety tylko najszybsi mogli  zająć wygodne miejsca siedzące. Reszta siedziała na walizkach. Wbrew wszystkim niedogodnościom bawiliśmy się świetnie!

Kiedy wysiedliśmy na stacji w Bystrzycy Kłodzkiej, czekał tam na nas autokar, który zabrał nas do Międzygórza. Na miejsce przyjechaliśmy około godziny 5 popołudniu.  Dostaliśmy klucze od naszych pokoi. Mieliśmy jedynie pół godzinki na to, aby zadomowić się w naszych mieszkankach i rozpakować walizki. Potem poszliśmy na pyszną kolację, po której zaproszono nas na pierwsze spotkanie z wolontariuszami. Po krótkiej prezentacji dowiedzieliśmy skąd pochodzą i jak się nazywają. Niestety nikt z nich nie pochodził z Polski, a jedyne słowa, które umieli powiedzieć po polsku to: „masakra”, „cisza”, „pierogi” i „biedronka”. Przyjechali oni do Międzygórza z Dominikany, Urugwaju, Filipin, Wietnamu, Chin i Indonezji. Mieli bardzo trudne imiona, których na początku nie sposób było zapamiętać. Podczas tego spotkania dowiedzieliśmy się również,  jakie zasady obowiązują na EuroWeeku. Wszystkie byliśmy w stanie zaakceptować i wykonać oprócz tego jednego: „Rozmawiać tylko po ANGIELSKU” .  To było zbyt trudne!

 Pierwszy dzień pobytu zakończyła dyskoteka. Na imprezie wyładowaliśmy całą swoją energię nagromadzoną podczas podróży. Wytańczyliśmy się tak, że ledwo doszliśmy do swoich pokoi. Zmęczenie nie przeszkodziło nam wcale w długich nocnych pogawędkach… ku rozpaczy naszych kochanych opiekunek, które dzielnie pilnowały porządku do późnych godzin nocnych.

 Każdy następny dzień  rozpoczynał się „energizerem”, na którym poznawaliśmy nowe tańce i ciekawe zabawy integracyjne. Drugiego dnia wybraliśmy się na wycieczkę po Międzygórzu Tego dnia każdy z nas dostał karteczkę z imieniem osoby, której ostatniego dnia pobytu na obozie miał wręczyć jakiś mały upominek. Mieliśmy tyko parę dni na odnalezienie tej osoby. Należało to zrobić tak dyskretnie, żeby ona nie dowiedziała się, że to właśnie my kupujemy dla niej prezencik.

Każdego dnia poznawaliśmy nowe kraje, nowe tradycje oraz potrawy z regionów, z których pochodzili nasi wolontariusze. Mieliśmy nawet „pizza party”. Mogliśmy zamówić u wolontariuszy pizzę, którą oni własnoręcznie przygotowali.

Trzeciego dnia pojechaliśmy na wycieczkę do Kłodzka. Zwiedziliśmy tam między innymi Muzeum zapałek. Tego dnia mieliśmy jeszcze naukę tańców narodowych oraz pokaz talentów. Strasznie nam to się spodobało. A ile zabawy i śmiechu było przy tym!

Ostatniego dnia rozdzieliliśmy się na kilka drużyn i każda dostała jakieś zadanie do wykonania. Wieczorem zaprezentowaliśmy efekty naszej pracy i wymieniliśmy się prezentami. Na zakończenie dostaliśmy certyfikaty poświadczające nasz udział w tym projekcie.

Pożegnanie było smutne. Wszyscy niemal płakali! Pewnie już nigdy nie  zobaczymy większości tych ludzi, których tam spotkaliśmy.  Szkoda było wracać do szkoły, gdzie „energizer”  zamieni trening z piłki ręcznej, a wesołe zajęcia z wolontariuszami monotonne lekcje. Gdybyśmy mieli podsumować w jednym zdaniu EuroWeek to z pewnością byłoby to zdanie:  WE LOVE EURO WEEK!!!!

Weronika Stetsiv

Pogoda